Czeskie i Polskie Skalne Miasta


Idź do treści

Menu główne:


HUMOR ZWIĄZANY Z GÓRAMI

Gazda zabił żonę. Sędzie pyta się o powód zbrodni: (nadesłane)
- Gazdo, a co gaździna wom nie gotowała?
- Niy panie syndzio, dobrze gotowała, kwasnica, grule, coch chcioł toch mioł.
- A może wom niy prała?
- Niy panie syndzio. Dobrze prała, portkich mioł cyste, koszula cysto, wszystkoch mioł cyste.
- A może gazdo z tymi sprawami damsko mynskimi co? było niy w porządku?
- Niy panie syndzio, kejch chioł i jakech chioł tak miołech, dobrze nom razym w łożku było.
- Gazdo, to cymuście gaździne zabili?
- Bo łogulnie mynconco była


Idom 2 juchasy leśną drogą. Patrzą a tu na środku drogi stoi jeż. (nadesłane)
- Pacz Stasek iglok.
- To niy iglok ino szpilok.
- Toć ci godom, że iglok.
Sprzeczają się parę chwil. Wtem z naprzeciwka idzie baca.
- Stasek, zapytomy bacy łon nos rozsądzi. Baco co to jes iglok cy szpilok?
- Ani iglok, ani szpilok ino kolcok.


Baca jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje.
Sędzia pyta:
- No, jak to było, Baco?
- Ano nijok. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek.
A ten turysta siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod, to mi pesteckom trach!!! w oko.
A jo nic, ino se strugom ten kołecek. A on znowu zjad i trach!!! mie pesteckom w oko.
A jo nic i dalej strugom... A on zjad łostatniom cereśnie, rzucił mi torebke pode nogi, wstał i tak niescęśliwie sie potknął, że upadł na ten kołecek, com go strugoł. I tak, panie, coś ze 30 razy...


Turysta na drodze do Zakopanego spotyka Bace
-"Baco daleko do Zakopanego ??" - pyta
- Ze cztery kilometry będzie -odpowiada góral
-A Baco mogę się z Tobą zabrać ?-pyta turysta
Baca pokiwał głową , wiec turysta wskoczył na wóz i jada . Mija godzina , dwie , zniecierpliwiony turysta pyta " Baco , jedziemy i jedziemy , to ile jeszcze kilometrów do tego Zakopanego "
- No tera to juz z losiem bedzie panucku -odpowiada Baca


Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie.
- Oskarżony twierdzi, ze uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? -
Ano tak - zgadza się góral.
- I od tego ciosu gazeta poszkodowany doznał wstrząsu mózgu?
- Skoro tak doktor powiedział...
- W takim razie co było w gazecie?


Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką.
- Baco, co wieziecie?
Baca nachyla się i szepcze:
- Siano.
- Czemu tak cicho mówicie?
- Żeby koń nie usłyszał!


Gazdowska rozmowa.
- Staszek, cy twoj konicek kurzy fajkę?
- Nie.
- No, to ci się szopa pali.


- Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści.
- Jo. Widzita tom pirwszom górke?
- Tak.
- To nie je Giewont. A widzita tom drugom górke?
- Tak.
- To tyz nie je Giewont. A widzita tom trzeciom górke?
- Nie.
To je Giewont.


Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte. Zniecierpliwiony, zapytuje:
- Je tam kto?
W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos:
- Tu się ni je, tu się sro!


Dwoch gorali: maly i duzy sikaja na mur. Maly strasnie mrugo ocami.
Widzac to drugi pyto:
-Co tak mrugos?
-Bo mi do ocu prysko!


A tu jest coś dla zapalonych narciarzy :-)

Błyskawiczny kurs nauki na .....



Baca zatrudniB si w kopalni. Ju| pierwszego dnia miaB pecha,
bo wpadB do starego, zapomnianego szybu.
Zbiegli si koledzy i mówi:
- Franek, jeste[ tam
- Jo.
- Nic ci si nie staBo[
- Ni.
- To wyBa[ stamtd.
- Kaj nie mog, bo jeszcze lec...


Bacowa budzi swojego m|a w [rodku nocy.
- Anto[, pchBa mi chodzi po plecach, zBap ja i zabij.
- Zapal [wiatBo - doradza zaspany baca. - Jak ci zobaczy, to sama zdechnie ze strachu.


Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysBuchuje ich opowie[ci.
Pierwszy skoczek chwali si, |e skoczyB na odlegBo[ 100 metrów, drugi, |e pobiB rekord skoczni.
Na to Baca mówi:
- Jak ja skoczyBem z tej skoczni to lec, lec, patrz, mijam koniec wybiegu,
tam gdzie zatrzymuj si inni, mijam Zakopane, mijam GubaBówk,
a tu jak halny nie powieje i wróciBo mnie na 30. metr.


Juhas widzi bac prowadzcego du|e stado owiec.
- Do domu. Bd je hodowaB.
- Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie bdziecie je trzyma
- W mojej izbie.
- To| to straszny smród.
- Có|, bd si musiaBy przyzwyczai.


Jedzie gazda z gazdzin furmank. Nagle niebo si zachmurzyBo, rozszalaBa si burza.
A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi:
- Nooooooo...
Jad dalej. Po chwili nastpny piorun uderzyB 5 metrów za furmank. Gazda znów podnosi palec i mówi:
- Noooooooooooooo...
Znowu jad dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzin jadc na furmance, a gazda zadowolony:
- No!!!


Pocztkujcy narciarz pyta bace:
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny
- A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijaj si dopiero na dole!


Dwóch górali postanowiBo sprawdzi ile ludzi jest w knajpie w {ywcu.
Uradzili, |e jeden bdzie wyrzucaB go[ci a drugi bdzie liczy. Tak tez zrobili .
Nagle sBycha brzk tBuczonego szkBa, okrzyk "o rany!" a góral liczy:
- Roz,
Znowu okrzyk i:
- Dwa
W pewnym momence brzek i wylatujcy mówi:
- Teroz nie licz bo to jo.


Idzie sobie turysta polan w górach i widzi bac. A baca pasie sobie owce. Czarne i biaBe. No i turysta si go pyta:
- Baco.. Ile mleka daj te owce?
- Ano biaBe cy corne?
- No wszystkie.
- BiaBe dwa litry..
- A czarne?
- Ino tys dwa litry.
- A ile trawy jedz?
- BiaBe cy corne?
- No wszystkie..
- BiaBe tsy kilo.
- A czarne?
- Tys tsy kilo.
Rozmawiaj tak z pitna[cie minut i okazuje si |e biaBe owce nie ró|ni si niczym innym ni| kolorem weBny.
Wreszcie zdenerwowany turysta pyta si jeszcze raz:
- No to czemu baco je tak rozró|niacie?
- Ano biaBe owce som moje.
- A czarne czyje?
- Ano tys moje.


Id Antek i Francek przez las. Zobaczyli kamieD, na którym byBo napisane:
"Je[li mocie ludzkie serce, to mnie obrócie...".
Nasapali si wic porzdnie, a za[ na drugiej stronie byBo napisane:
"Piknie wom dzikuje, bo mi si bok odle|oB...".


Wywiad z bac:
- Baco, jak wyglda wasz dzieD pracy? -
Rano wyprowadzam owce, wycigam flaszk i pije...
- Baco, ten wywiad bd czyta dzieci. Zamiast flaszka mówcie ksi|ka.
- Dobra. Rano wyprowadzam owce, wycigam ksi|k i czytam. W poBudnie przychodzi Jdrek ze swoj ksi|k i razem czytamy jego ksi|k.
PopoBudniu idziemy do ksigarni i kupujemy dwie ksi|ki, które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rkopisy.


Baca znalazB broszurk, jak odzwyczai si od jedzenia przez tydzieD.
Pierwszego dnia miB zamiast posiBków pi po 1/2 szklanki wody.
Drugiego po 1 szklance itd. Siódmego dnia póBprzytomny z gBodu miB wykona ostatnie polecenie - zrobi kupke :-).
PoszedB wiec za chaBup, kucnB, nat|yB si i nic. (z pustego to i Salomon...)
Siedzi, siedzi, a| nagle sByszy jakie[ odgBosy jedzenia. Patrzy, a tu

START | O MNIE | INFORMACJE | KSIEGA GOSCI | RELACJE Z WYCIECZEK | TRASY TURYSTYCZNE | FAUNA I FLORA | HRUBOSKALSKO | PRACHOWSKIE | ADRSZPASKIE | TEPLICKIE | POLSKIE | GALERIA | TAPETY | HUMOR | HISTORIA STRONY | Mapa witryny


Projekt i wykonanie firma Aquarid | ridian@aquarid.pl

Powrót do treści | Wróć do menu głównego