Czeskie i Polskie Skalne Miasta


Idź do treści

Menu główne:


Skalne miasta - Adrszpaskie i Teplickie Skały

RELACJE Z WYCIECZEK

maj 2002


No i stało się! Po dwóch latach przerwy moje nogi ponownie stanęły na czeskiej ziemi, a dokładniej mówiąc w Teplicach i Adrszpachu. Szczerze Wam powiem, że już się nie mogłem doczekać tego wyjazdu. Człowiek tyle na to czekał....., a teraz siedze sobie przy kompie i stukam w klawirę, przypominając sobie tych kilka mile spędzonych dni.
Za każdym razem gdy jestem w tych okolicach czuję lekki niedosyt, że jeszcze nie zobaczyłem wszystkiego, a zapewniam Was jest co oglądać.

DZIEŃ I
Tym razem zwiedzanie rozpoczęliśmy od ruin zamku "Skały" (od Teplic jakieś 4 km- wąska asfaltowa droga wijąca się pod górę- kierunek Jiraskovy Skaly). Gdy byliśmy już na miejscu to wejście na sam szczyt zajęło nam z dziećmi jakieś 25 minut, po drodze minęliśmy pałacyk "skały", Czarne Jeziorko i tablicę informacyjną, która opisuje historię zamku i jego domniemany wygląd. Za to na górze (trzeba wejść schodami po skale-resztki zamku), urzekł nas przepiękny panoramiczny widok okolicy. Oj! Mówię Wam widok zapierał nam dech w piersiach. Przed nami wznosił się grzbiet Sępich Skał, z najwyższym wzniesieniem Czap-786m n.p.m., pod nami niewielki pałacyk Bischofstein, a z tyłu roztaczał się widok na Szczeliniec Wielki i Mały oraz Błędne skały. Naprawdę warto ująć w planie zwiedzania- to miejsce. Następnie tą samą drogą wróciliśmy do Teplic, a że zachciało się nam coś słodkiego i chłodnego to wstąpiliśmy do restauracji u Wojciecha na smaczuśne lody. tuż obok płynie rzeka Metuja i pod mostkiem widać pływające pstrągi, aż się mi zachciało łowić, no ale skończyło się tylko na tym, że wyciągnąłem z torby bułkę i dałem dzieciom żeby nakarmiły rybki, frajdy miały z tego co niemiara. Połaziliśmy jeszcze chwilę po mieście i pojechaliśmy na kwaterę zrobić sobie kiełbaski z grila , popijając dobrym piwkiem (to nie te siki co piją Kiepscy:-)).

DZIEŃ II
Uzbrojeni w prowiant ruszyliśmy na podbój Teplickich Skał. Pogodę mieliśmy wymarzoną tzn. klara nie świeciła nam za bardzo a i o dziwo turystów na trasie nie było wielu. Muszę Wam powiedzieć, że trochę denerwują mnie te tłumy szkolnych wycieczek, które nie zawsze umią się zachować, a przecież jest to rezerwat przyrody. Główny szlak(kolor niebieski), jest prosty i idzie się nim bardzo wygodnie. Dopiero po kilkuset metrach czekało na nas nie lada wyzwanie, ci którzy już tu byli wiedzą o co mi chodzi. Czy mówi Wam coś słowo "Strzemię"- taką nazwę nosił średniowieczny zameczek strażniczy. Jeśli chcecie do niego dojść to musicie pokonać kilkaset stromych schodów oraz drabinki. Tu chciałbym pochwalić moje dzieci, które dzielnie się spisały i doszły aż na półkę skalną wyżej już nie pozwoliłem im wchodzić gdyż było to zbyt niebezpieczne. Tak więc gdy moja żonka i dzieci zajęte były odpoczynkiem i piciem wody ja pokonałem tych kilkanaście metrów i ponownie znalazłem się na górze. Nie będę się tu rozpisywał nad widokiem jaki się stąd roztaczał, gdyż trzeba tu być i samemu zobaczyć to na własne oczy. Swoją drogą, że też chciało się tym ludziom budować zamki w tak trudno dostępnych miejscach. (tak na marginesie wchodząc po schodach na prawo znajduje się tablica informacyjna dotycząca zamku, żeby się jednak do niej dostać trzeba przejść przez barierkę- nie namawiam Was jednak do tego). Po drodze minęliśmy skalną Bramę (jest tam tablica pamiątkowa, która przypomina nam o pobycie w tym miejscu 1824 Wolfganga Goethego). Dalej szliśmy już szlakiem okrężnym, który prowadzi wokół Skalnego Miasta. Obfituje on w liczne Formy skalne, którym nadano nazwy od ich kształtu. Na uwagę zasługuje przejście przez " Sybir" panuje tu swoisty mikroklimat. Temperatura była niższa od innych rejonów o kilkanaście stopni, zalegały tam jeszcze resztki śniegu. Mimo wszystko bardzo podobało się nam chodzenie w tych zimnych masywach skalnych. Po krótkim odpoczynku powróciliśmy do punktu wyjścia i po udanej wycieczce pojechaliśmy do Miasteczka wrzucić coś na ruszta, jedzenie było okey tylko ten swiński kawał mięsa był tak twardy, że ledwo go szło ukroić, a co dopiero mówić o zjedzeniu go. (chyba był to jakiś stary wieprzek :-)), a tak poza tym jedzenie mają całkiem,całkiem.
Późnym popołudniem postanowiliśmy starym zwyczajem uraczyć nasze wymagające żołądki przysmakiem z grila, a był nim spory kawał kury, którego nie chwaląc się osobiście przyrządziłem. Jeszcze do dzisiaj czuję ten dekadencki smak (to chyba z jakiejś reklamy ;)). Natomiast moja kochana żonka przygotowywała przystawki do tej iście niebiańskiej uczty. Składników nie zdradzę- tajemnica zawodowa :-)
I tak minął poranek i dzień drugi

DZIEŃ III
DzieD ten rozpoczBem do[ wcze[nie od maBo chwalebnego zajcia jakim jest oddanie pBynów, które nazbieraBy mi si po wypiciu zBocistego napoju. Wszystko byBo by okey tylko jak spojrzaBem na zegarek to przeraziBa mnie ta godzina . Ludzie byBa dopiero 4:45 !! To stanowczo za wcze[nie- nawet dla mnie. No, ale skoro ju| wstaBem to postanowiBem co[ zrobi z tym czasem. A jak myslicie co ? ZaczBem czyta Szekspira. Nie wierzycie. I macie racj. Skd o tej porze bym go wziB! PoszBem z powrotem uraczy moje ciaBo krótkim snem. WkoDcu wstaBem jak normalni ludzie i po krótkich przygotowaniach wsiedli[my do naszego porsche (czytaj: polonez na gaz) i pojechali[my drog w kierunku na Adrszpach, jakie[ 4-5 km. Ju| na pocztku z |onk zostali[my mile zaskoczeni widokiem jaki nas uraczyB w postaci [wietnie przygotowanej "bazy turystyczno-gastronomicznej" - obok parkingów. Ostatnim razem jak tu byBem staBo tam kilka budek, w których sprzedawano pamitki i tzw. Szybkie jedzenie typu zapiekanka, frytki i tp. Teraz jest tu o klas lepiej- jest te| toaleta, co wbrew pozorom jest istotn spraw.
No, ale czas na relacj z wojarzy po Adrszpaskim Skalnym Mie[cie. Rozpoczli[my j od obej[cia jeziorka (teren dawnej piaskowni- szlak niebieski) jest to bardzo malownicze jeziorko, wokóB którego znajduje si kilka punktów widokowych. Mieli[my te| okazj zobaczy mam kaczk i jej liczne maBe potomstwo, które moje dzieci postanowiBy nakarmi buBeczk, a przy okazji zrobili[my im zdjcia. ZajBo nam to dobr godzin. Nastpnie nasze czcigodne nogi skierowali[my na zielony szlak, który liczy sobie jakie[ 4 km.
Do atrakcji niewtpliwie nale|y zaliczy pBywanie Bodzi po górskim jeziorku. By skorzysta z tej przyjemno[ci najpierw ui[cili[my opBat (10 kr. jeden bilet), a nastpnie zaliczyli[my kilkadziesit wskich schodków w gór i w dól. Gdzie czekaB na nas miBy flisak, który opowiadaB nam podczas pBynicia "Titanikiem" [mieszne historie w stylu: ,,Czy wiecie, |e woda w tym jeziorku ma tajemn moc. Ten kto j wypije biega caB noc". Dzieciaki miaBy z tego pBywania niemaB frajd.
Bardzo czsto podczas wdrówki towarzyszyB nam potoczek, w którym co jaki[ czas pokazywaB sie pstrg, a skoro ju| jeste[my przy wodzie to warto zwiedzi niewielki wodospad. O doj[ciu do niego informuje tabliczka, wystpuj one do[ licznie wzdBu| caBej trasy i informuj nas o ró|nych ciekawostkach, na które warto zwróci uwag.
Wychodzc ze Skalnego miasta dali[my si skusi na hamburgery i zapiekanki byBy caBkiem, caBkiem.
Tak szczerze wam powiem, |e byBem ju| z |onk zmczony tym chodzeniem (klara niestety daBa si nam we znaki) i z przyjemno[ci zasiedli[my do popoBudniowej kawusi. Jakie| wic byBo moje i |ony zdziwienie, gdy nasze dzieci spytaBy si nas kiedy pójdziemy na "Aysy Wierch". Przyznam, |e nie spodziewaBem si po nich takiego zapaBu do Ba|enia po górach. Ciekawe po kim to maj? Rad nie rad, po krótkm wypoczynku ruszyli[my na podbój kolejnego szczytu.
Ju| na pocztku drogi mój syn zauwa|yB wygrzewajcego si na ziemi padalca. Nie byB du|y, ale ciekawie go byBo poobserwowa. Podej[cie na "Aysy Wierch" jest strome, tak |e daBo si we znaki przede wszystkim naszym dzieciom, które po doj[ciu na miejsce nie miaBy ochoty ju| wraca. Ja wykorzystaBem ten czas by wspólnie z |onk podziwia wspaniaBy widok jaki si wokóB nas roztaczaB. Mo|e si powtórze, ale musicie tam by choby tylko po to by poczu powiew powietrza na twarzy, który wcze[niej dotykaB korony drzew. No i popatrzcie jaki si ze mnie poeta zrobiB :-)
Schodzc miaBem na swoich plecach baga| w postaci mojego syna, któremu nogi na pewien czas odmówiBy posBuszeDstwa :)
Jednak mimo zmczenia byli[my wszyscy zadowoleni, |e spdzili[my wspólnie miBe chwile.
Wieczorem natomiast rozBo|yBem swój sprzt: czytaj grila i zrobili[my niestety, ale ostatni ju| zbójeck uczt, na której gBównym daniem byBy szaszByki. Wieczorem gdy zasypiaBem zdawaBo mi si, |e sBysz Rumcajsa, którego zdaje si przycignBa woD dochodzca od n


THE END


START | O MNIE | INFORMACJE | KSIEGA GOSCI | RELACJE Z WYCIECZEK | TRASY TURYSTYCZNE | FAUNA I FLORA | HRUBOSKALSKO | PRACHOWSKIE | ADRSZPASKIE | TEPLICKIE | POLSKIE | GALERIA | TAPETY | HUMOR | HISTORIA STRONY | Mapa witryny


Podmenu:


Projekt i wykonanie firma Aquarid | ridian@aquarid.pl

Powrót do treści | Wróć do menu głównego